sobota, 22 grudnia 2012

Moc wrażeń w jeden tydzień.

Zaczęło się koszmarnie. Doszło do tego, że z trudem powstrzymywałam się od płaczu i łzy usilnie ograniczały mi widoczność. Nikogo nie zabiłam, krzywdy żadnej nikomu nie zrobiłam, a mimo to na każdym kroku byłam krytykowana i to w taki sposób, że cały oddział miał szansę się o tym dowiedzieć. Po dwóch godzinach już miałam wszystkiego serdecznie dosyć, a tymczasem przede mną była jeszcze perspektywa kolejnych siedmiu. Ostatecznie dotrwałam do końca, ale co wtedy przeżyłam to zostanie w mojej pamięci na długo. Jak można być takim człowiekiem? Jak taki człowiek może pracować w tym zawodzie? Nie rozumiem, nie pojmuję, nie ogarniam tego. Jedynym dobrem, które teraz kojarzy mi się z tym dniem są współczujące mi pacjentki i chociaż odrobina zrozumienia jaka mnie spotkała ze strony pozostałych położnych. Całą resztę wolałabym wymazać z pamięci.
Po trzech dniach trafiłam jednak na zupełnie inny oddział, pod opiekę zupełnie innego człowieka i wszystko diametralnie się zmieniło. Tam już nikt na mnie nie krzyczał, nikt mnie nie krytykował, a wręcz przeciwnie dodał mi jeszcze wiary w siebie i uzmysłowił, że to chyba naprawdę jest to, że mnie to naprawdę kręci. Mogłam się wykazać zarówno w czynnościach typowo pielęgnacyjnych, jak też w roli przyszłej położnej, ponieważ Panie i Panowie... po raz pierwszy odebrałam poród!!! Wydarzenie dla mnie niezwykłe, w które wciąż nie mogę uwierzyć. Oczywiście nie było tak, że wszystko sama tam zrobiłam, bo instruował mnie i pomagał w niektórych czynnościach położny, ale jednak po raz pierwszy moja rola nie ograniczała się tylko do odcięcia pępowiny i odebrania łożyska, tylko też miałam swój udział przy rodzeniu się samego dziecka. Powiem nieskromnie, że jestem z siebie dumna, bo podeszłam do tego naprawdę ze spokojem, nie myślałam o tym, że kilkanaście osób mnie obserwuje, tylko skupiłam się na tym co było w tym danym momencie najważniejsze - na rodzącej, dziecku i radach mojego "nauczyciela". To wydarzenie wynagrodziło mi naprawdę całe zło, które mnie na tych studiach do tej pory spotkało. Aż normalnie żałuję, że przez najbliższe 1,5 tygodnia nie będę mieć zajęć na porodówce, tylko zamiast tego będę się obijać w domu.

A tymczasem z racji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku, życzę Wam wszystkim dużo zdrowia, bo bez niego to ciężko, szczęścia, które też się w życiu przydaje i to czasem bardziej niż by nam się wydawało, samych powodów do radości, tak żeby milej się żyło, sukcesów w nauce, pracy, powodzenia w życiu osobistym oraz żeby te święta spędzone były w przyjemnej, rodzinnej atmosferze, a 2013 rok godnie powitany.

7 komentarzy:

  1. Ginekologia i położnictwo mnie kompletnie nie kręcą. Ale nie mogę się jednak doczekać stażu na GiP żeby zobaczyć poród :)

    Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog ;) Szczerze mówiąc nie sądziłam, że na położnictwie jest tyle przedmiotów i zajęć, dopiero Twoje opisy w jakiś sposób mi to uzmysłowiły ;o Mam pytanie odnośnie pracy w tym zawodzie - jak to wygląda; opieką na oddziale noworodkowym zajmuje się położna, czy może raczej pielęgniarka? Ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź w Internecie, zresztą lepiej zapytać u kogoś zorientowanego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to czy na danym oddziale pracuje położna, czy pielęgniarka jest trochę indywidualną sprawą szpitala i ludzi nim zarządzających. Np. w szpitalu w moim rodzinnym mieście strasznie widać podział na tych, którzy zajmują się matką (położne) i tych którzy zajmują się dzieckiem (głównie pielęgniarki). Tam oddział położniczy i noworodkowy, mimo że jest system rooming-in, to dwie zupełnie różne bajki. Przykład: miałam praktyki na oddziale położniczym, matka zgłosiła mi, że dziecko ma zatkany nosek, poszłam powiedzieć to do położnych, pod których opieką byłam, a one wysłały mnie do noworodkowych, bo uznały, że one się dzieckiem nie zajmują... Co do szpitali w moim studenckim mieście, to szczerze mówiąc sama nie jestem pewna kto na oddziale noworodkowym pracuje, ponieważ jeszcze nie miałam zajęć z neonatologii.
      Teoretycznie na oddziale noworodkowym powinny pracować położne, bo to one są bardziej szczegółowo uczone opieki nad dzieckiem w pierwszych miesiącach życia, ale z drugiej strony pielęgniarki też chyba mogą zrobić kurs z neonatologii, więc w praktyce różnie to wygląda.

      Usuń
  3. Dzięki za odp. W sumie dziwna sprawa, bo wychodzi trochę na to, że pielęgniarki zabierają pracę położnym... Tak z innej beczki - myślisz, że jest możliwe pogodzenie położnictwa (dzienne) i drugiego kierunku (ale tryb zaoczny)? Rozważam taką opcję, ale czytając Twoje wpisy trochę się przeraziłam czy to w ogóle da się zrobić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety trochę tak to wygląda... Mam pewne obawy, że jeszcze trochę i ginekologię też pielęgniarki przejmą, a wtedy możliwość znalezienia pracy przez położne będzie jeszcze bardziej ograniczona.
      Co do studiowania dwóch kierunków, to położnictwa dziennego z jakimś innym dziennym kierunkiem absolutnie pogodzić się nie da. Natomiast jeśli chodzi o drugi kierunek zaoczny, to na pewno będzie to ciężkie, ale myślę, że jak ktoś by się postarał to do przejścia. Ja osobiście na pierwszym roku nie dałabym rady studiować jeszcze drugiego kierunku, bo już ten jeden zajmował mi w całości 7 dni w tygodniu. Teraz jednak w tym trzecim semestrze mam trochę mniej nauki i nawet planowałam znaleźć sobie jakieś dodatkowe zajęcie w weekendy. Nie wiem natomiast jak to będzie wyglądać na trzecim roku, gdy dojdzie jeszcze przygotowywanie pracy licencjackiej, bo jednak na to też trzeba trochę czasu poza zajęciami poświęcić.

      Usuń
  4. Miałam cel na praktykach w szpitalu - zobaczyć w końcu poród. Nie udało mi się, a naprawdę bym chciała, no... To musi być niesamowite przeżycie!
    Gratuluję pierwszego własnoręcznie odebranego porodu! ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Do gratulacji się przyłączamy! Czyli odbierając porody robisz już coś poważnego wcześniej niż medycy.... na drugim roku niektórzy z nich są dumni że krew umieją pobrać.
    Ciekawe -piszesz o położnym ,to chyba ewenement jak widzisz faceta w tym sfeminizowanym zawodzie? Napisz coś jeszcze o tych swoich pierwszych krokach , to wszystko jest interesujące i pomocne dla ludzi wahających się nad kierunkiem. A propos twoich doświadczeń -czy mama dziecka które wtedy odbierałaś nie bała się że jesteś dopiero praktykantką,musiałaś ją jakoś przekonywać że dasz radę ? No i piszesz o kilkunastu osobach stojących przy Tobie w tej ważnej chwili -czy oni ci tam jakiś egzamin komisyjny robili ?! Rozumiem lekarz z położną ale taki tłum toż to stres dodatkowy...
    Pozdrowienia . Pisz jeszcze bo naprawdę to ciekawy blog.
    A.

    OdpowiedzUsuń