sobota, 30 marca 2013

Panie i panowie.

Witajcie. Dawno się nie odzywałam, bo nie miałam czasu, bo mi się nie chciało, bo... tak jakoś wyszło ;p Trzeci semestr przeszedł do historii, a w czwartym lada moment trzeba będzie myśleć o sesji. Ani się obejrzałam a już mam za sobą zajęcia praktyczne z POZ-ów (dla niezorientowanych: podstawowa opieka zdrowotna), ginekologii, pielęgniarstwa ginekologicznego, pielęgniarstwa chirurgicznego i pielęgniarstwa internistycznego.
Na POZ-ach byłam w przychodni i w sumie poza tym, że miałam okazję brać udział w dwóch patronażach, to nic takiego ciekawego się tam nie działo. Ginekologię miałam w zeszłym semestrze, więc byłam już z tym tematem oswojona. A to co najbardziej zapadło mi w pamięci z zajęć na oddziale ginekologicznym, to pewna położna. Otóż na oddziale tym studenci nie mogą się obijać i niezależnie od tego czy jest coś w danym momencie do roboty, czy nie ma kompletnie nic, to personel zawsze znajdzie dla ciebie jakąś rozrywkę. Z reguły wygląda to tak, że panie położne sobie siedzą, piją kawkę i jedzą jakieś pyszności, a my sprzątamy i uwierzcie mi, że wcale to nie jest takie łatwe zadanie, ponieważ nie wystarczy sprzątnąć żeby jako tako to wyglądało, trzeba to jeszcze zrobić dokładnie, a to dlatego, że po zakończeniu tej jakże przydatnej nam na studiach czynności pani położna chodzi i sprawdza palcem czy jest czysto. Jakby tego było mało na 4 dni zajęć, które tam miałyśmy wspomniana przeze mnie pani położna była dwa razy, z czego ostatniego dnia z samego rana zrobiła nam pogadankę na temat tego jakie to jesteśmy beznadziejne, nie umiemy nawet posprzątać i że się ogółem na te studia nie nadajemy. Super, takiej motywacji mi trzeba było, nie ma co :D
Kompletną nowością były dla mnie w tym semestrze zajęcia z chirurgii i interny, i to nie tylko dlatego, że miałam do czynienia z innymi przypadkami medycznymi niż do tej pory, ale też dlatego, że miałam pod opieką zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Może się to wydać śmieszne, ale pierwszego dnia czułyśmy się trochę nieswojo gdy miałyśmy się zająć facetem. Nie zmienia to jednak faktu, że z czasem się do nich przyzwyczaiłyśmy i mi osobiście nawet lepiej się pracowało z mężczyznami niż z kobietami, przynajmniej było weselej :)
Tacy przykładowi pacjenci, którzy zapadli mi w pamięci, to np. pan z chorobą nowotworową, który podczas wywiadu zdradził, że kiedyś to on palił tak 60 papierosów dziennie, a teraz ogranicza się do 10-15-20 - reakcja lekarza na to wyrażała wszystko. Innym ciekawym przypadkiem był pan, który w wywiadzie powiedział nam, że powodem jego pobytu w szpitalu jest ból trzustki, a tymczasem gdy pojechałam z nim na USG okazało się, że miał badaną śledzionę :D Poza tym, gdy chcąc uzyskać jakieś informacje na temat jego stylu życia, koleżanki spytały się o której godzinie z reguły wstaje, odparł, że o pierwszej (w nocy), co zostało potwierdzone przez pacjentów leżących z nim na sali. Nie ukrywam, że samym wywiadem dostarczył nam trochę wrażeń ;) Humor natomiast poprawił nam pan, który do szpitalnego śniadania wyjął z szafki i jadł jeszcze swoje kabanosy, a że po kilku godzinach zrobił się taki trochę zarumieniony, nie wiadomo w zasadzie z jakiego powodu, to zaczął się zastanawiać czy to nie przypadkiem przez te kabanosy :D

No tak, mało brakowało, a zapomniałabym o życzeniach.
Radosnych, pogodnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych!

9 komentarzy:

  1. To młode położne nie zastosowały swojej starej śpiewki: "zajmujemy się mężczyznami do drugiego roku życia"? Nowość;p Z tego co pamiętam my tylko takie rzeczy słyszeliśmy;p
    W usg ocenia się chyba całą j. brzuszną i przestrzeń zaotrzewnową więc nic dziwnego, że i śledzionę zbadali;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie niektóre dziewczyny jeszcze przed rozpoczęciem zajęć na internie czy chirurgii mówiły, że one facetami zajmować się nie będą, bo nie po to wybrały taki a nie inny kierunek studiów. Ja osobiście tego nie rozumiem, bo dla mnie pacjent to pacjent, niezależnie od płci.
      Nie "i śledzionę zbadali", tylko samą śledzionę badali, jakbyś chciał/a wiedzieć, ponieważ pacjent przyszedł z bardzo dużą i bolesną śledzioną (co wykryto już podczas wcześniejszego badania), a nie trzustką.

      Usuń
  2. chyba, że tak;)
    fajnie, że masz takie podejście do pracy, bo wiem jak wnerwiały nas teksty przyłych położnych przytoczone w moim poście;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybieram się na studia związane z medycyną, ale ciągle nie wiem, co konkretnie chcę robić. Dlatego cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga i mogę dzięki niemu zobaczyć, jak to wygląda tak "od kuchni" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana pomóż mi, proszę i doradź. Poczytałam trochę u Ciebie, ale dalej nie wiem co robić. Za chwilkę zdaję maturę, docelowo chcę iść na stomę albo lek, jednak wiem ze pewnie wyląduje na rok na studiach do przeczekania i bede poprawiać maturę, ale nie chce zeby to byly przypadkowe studia. Szukam kierunku, po ktorym w razie W i nie dostania sie juz nigdzie indziej bede mogla normalnie pracowac. Wszyscy odradzają mi poloznictwo, mowia ze bede zarabiala 900 zł na rękę itd. Trochę mnie ta wizja przeraża, czy możesz powiedzieć o przyszlych zarobkach i sposobie zatrudnienia coś więcej? Buziaki- A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale tak jest, że zarobki w tym zawodzie nie są adekwatne do tego co się robi i pod względem finansowym na pewno nie jest to zawód doceniany, ale też bez przesady, myślę że jednak jest to trochę wyższa kwota niż 900 zł :P Znaczenie tutaj też ma fakt czy jest się na umowie o pracę, czy na kontrakcie. Wydaje mi się, że większym problemem jest samo znalezienie pracy, bo tych miejsc pracy dla położnej jednak nie ma za wiele. Na pewno większe pole manewru mają pielęgniarki ;)
      Nie jestem też przekonana co do tego czy położnictwo jest odpowiednim kierunkiem do przeczekania, ponieważ jest tutaj naprawdę dużo zajęć, nauki też niemało i ja osobiście nie wyobrażam sobie żebym na pierwszym roku miała się jeszcze przygotowywać do matury.

      Usuń
  5. Witam! w końcu trafiłam na coś rzetelnego;) Byłabym wdzięczna za odpowiedź na moje pytanie: Czy wg. Ciebie studiowanie położnictwa jest możliwe do połączenia z nauką w szkole policealnej? czy też absolutnie ilość zajęć/ praktyk/ nauki to uniemożliwia nawet w przypadku łatwości przyswajania wiedzy... czy jest to po prostu fizycznie niemożliwe?

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam -ciekawie piszesz , nie porzucaj bloga! A kierunek studiów interesujący i nie tak rozpropagowany jak medycyna. Pozdrowienia i się czasem odezwij.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Halooo! Czekamy na nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń